Wyprawa na ogromne, europejskie sumy

Powiązane artykuły


Piotr Boufał: “Legendy o sumach gigantach zawsze mnie fascynowały i inspirowały do ich poszukiwań. Pamiętam opowieści starszych wędkarzy o holach trwających kilka godzin, atakach wąsów na zwierzęta domowe czy nawet ludzi, sumach niszczących rybakom sieci czy używaniu jako przynęty całej kury. Dzisiaj, łowiąc świadomie te piękne drapieżniki wiem, że nawet w takich opowieściach można znaleźć źdźbło prawdy…

Wyprawę do krainy gigantów planowałem wspólnie z moim przyjacielem Danielem. Czekało nas ponad 2000 km drogi w naprawdę nieznane przez nas tereny. Zabraliśmy tylko niezbędny sprzęt: ponton z silnikiem oraz echosonda z akumulatorami. Reszta to wędziska, trochę gratów wędkarskich, ciuchy i prowiant.

Na miejsce dotarliśmy po ponad 24 godz. jazdy. Fizycznie byliśmy wrakami ludzi, a do tego to, co zastaliśmy nad brzegiem rzeki, nie napawało optymizmem. Rwąca, brudna woda niosąca ze sobą niemal wszystko co spotkała na swej drodze. Dosłownie dzień przed naszym wyjazdem przez region, w którym byliśmy, przechodziły ulewy. To wystarczyło, aby z krystalicznie czystej i leniwie płynącej wody zrobić piekło na ziemi. Nie było by nic w tym złego gdyby nie fakt, że przygotowaliśmy się przede wszystkim do łowienia aktywnego – czyli vertical. Warunki nad wodą bardzo mocno to ograniczały.

Pierwsza noc – pierwsza ryba

Plan działania został ułożony na nowo. Szybko znajdujemy interesujące nas miejsce nad wodą z dojazdem. Daniel zajął się wodowaniem z dzikiej burty pontonu do wywózki zestawów na pierwszą noc, ja wyciąganiem sprzętu i montażem zestawów. Trzeba było również znaleźć kamienie do zestawów na podwodny spławik, a wierzcie mi – w tak bujnej dżungli znaleźć kamień było nie lada wyczynem.

Zestawy końcowe uwiązane, obozowisko w postaci łóżek pod chmurką stoi. Wszystko gotowe. Możemy wywozić. Skupiliśmy się na metodzie podwodnego spławika. Stwierdziliśmy, że nie znając wody i mając tak mało czasu przed zmrokiem będzie to najlepsza możliwa decyzja. Zestawy kładliśmy pod zalanymi brzegami przepełnionych niezliczoną ilością powalonych drzew oraz nawisów gałęzi i krzaków. Istna Amazonka. Podczas powrotu do obozowiska wszystkie plecionki zestawów kładliśmy wędziskiem na krzakach. To zapobiega splątaniu zestawów podczas holu i zachowuję odpowiednią kolejność plecionek.

Wrzuciliśmy coś na ruszt i poszliśmy spać. Sen przerwał dźwięk sygnalizatora. Chyba żaden z nas się tego nie spodziewał. Daniel nie mógł się wydostać ze śpiwora, a ja nie do końca jeszcze kontaktowałem ze światem. Wybiegłem po chwili z łóżka szukając w popłochu wędziska w podpórce. W świetle księżyca dostrzegłem świecący w wysokiej trawie i pokrzywach sygnalizator. Branie było tak potężne, że zabrało kij z podpórki. Całe szczęście kołowrotek zaklinował się w zaroślach. Szybkie zacięcie i decyzja, że wchodzimy do pontonu. Płynąć w dół rzeki nie podejrzewaliśmy do samego końca, co czeka nas po drugiej stronie kija. Gdy dopłynęliśmy do „zaparkowanej” w środku rwącej rzeki ryby w pierwszym momencie myślałem, że stoi ona w zaczepie. Zmieniłem zdanie, gdy zaczep przesunął się kilka metrów.

Hol był czymś totalnie ekstremalnym. Dwóch chłopów w maleńkim pontonie, z jedną latarką na głowie, walczyło z gigantem w egipskich ciemnościach. Rybsko kilkukrotnie wciągało nas w zwaliska drzew. Po kilkunastu minutach na tafli ciemnej jak kawa wody pokazał się ogromny łeb.

Gigant ląduje z nami w pontonie. Jest olbrzymi. W całym tym amoku straciliśmy na chwilę orientację. Przecież trzeba …”

Piotr Boufal na stronie 36 WW 9/22 zabierze Was na łowisko, w którym pływa rekord świata!  

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu:
Wyprawa na ogromne, europejskie sumy. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku “zgłoś”.


Żródło:
Link do artykułu

Więcej artykułów

REKLAMAspot_img

Popularne