Stworzyli pierwszy w Polsce komiks wędkarski. Nazwali się Fikotami

Powiązane artykuły


Ich życie mogłoby posłużyć na scenariusz niezłego filmu. Agnieszka i Paweł Błońscy, twórcy komiksów, pochodzą z Bieszczad, ale mieszkają na Mazurach, dokładnie w Wiknie niedaleko Nidzicy. Właściwie znaleźli się tu przez przypadek.

— Dokładniej przyjechaliśmy tu z bramy Bieszczad, spod Przemyśla. W głębszych Bieszczadach bywaliśmy kilka razy w miesiącu. I właśnie z tego powodu, choć mocno obcujemy z naturą, stwierdziliśmy, że już nie damy rady tam mieszkać — opowiada Paweł Błoński. — Tam, jak wchodzi się do lasu, nie jest tak miło jak na Mazurach. Tam zbyt często można spotkać niedźwiedzia. Jest pięknie, ale dziko. A spotkanie z misiem bywa niewesołe. Można więc powiedzieć, że niedźwiedzie wygoniły nas na Mazury.

Obudziliśmy się i zobaczyliśmy jezioro

Ale zanim jeszcze małżeństwo Błońskich osiadło w Wiknie na stałe, nigdy na Mazurach nie było.

— Byliśmy w Warszawie na spotkaniu autorskim, mieliśmy parę dni wolnego i stwierdziliśmy, że skoro nigdy w życiu nie byliśmy na Mazurach, to musimy tam pojechać. To był późny październik — podkreśla Paweł. — Wtedy nawet nie chodził nam po głowie pomysł przeprowadzki. Ale na zasadzie przekomarzania się samego ze sobą, zaczęliśmy podglądać, jak tu żyją ludzie. Co prawda kilka razy wpadała nam myśl do głowy, żeby gdzieś wyjechać, bo mamy taką pracę, która nie przykuwa nas do miejsca, ale nigdy nie podejmowaliśmy poważnych kroków.

— Wędrowaliśmy trochę palcem po mapie. Najpierw chcieliśmy mieszkać w Dolinie Baryczy, potem gdzieś nad morze, ale zawsze dawaliśmy sobie czas. Aż tu raptem pewnej nocy wylądowaliśmy na Mazurach, w przypadkowej agroturystyce. Obudziliśmy się rano i zobaczyliśmy, że jesteśmy nad samym jeziorem. Mieliśmy dziesięć metrów do linii brzegowej! — wspomina Agnieszka Błońska. — Przez kilka dni zwiedzaliśmy okolicę, patrzyliśmy na domy i w dzień wyjazdu poszliśmy jeszcze ostatni raz na plażę. Zobaczyliśmy, że na jednym z domów wisi malutki napis: na sprzedaż.

— To był dom z linią brzegową. Zadzwoniliśmy do właścicieli, którzy nie mogli się z nami spotkać, więc zostaliśmy jeszcze dzień na Mazurach. Następnego dnia, gdy wszedłem do tego domu, od razu poczułem, że to jest moje miejsce. Nigdy tego uczucia nie zapomnę — cieszy się Paweł. — Najlepsze jest to, że nie byliśmy przygotowani na zakup domu. Nie mieliśmy takich warunków finansowych! Ale zaproponowaliśmy jakąś cenę. Właściciele nie mogli na nią przystać. Wróciliśmy więc, choć z wielkim bólem, w Bieszczady.

— Okazało się, że w tym domu mieszkał kiedyś emerytowany leśniczy Władysław Dzięgała, poeta i artysta. W domu czuć było twórczą atmosferę. Była w naszym stylu, bo my też przecież tworzymy. I być może dlatego po dwóch tygodniach właściciele zadzwonili do nas, że przystają na naszą ofertę — dodaje Agnieszka. — I tym sposobem zamieszkaliśmy nad jeziorem Omulew.

Zakochaliśmy się w wędkarstwie

Agnieszka z Pawłem nie tylko cieszyli się naturą w Wiknie, ale również pracowali. Od dziesięciu lat zawodowo tworzą komiksy o tematyce społecznej i edukacyjnej, które mają nie tylko bawić, ale i uczyć. Wcześniej on był rysownikiem, ona pisała legendy, więc — gdy się w sobie zakochali — połączyli również swoje pasje. Ale gdy przyjechali na Mazury, pojawiła się nowa namiętność — woda.
— Gdy przyjechaliśmy do naszego domu, zaczęliśmy sprzątać naszą linię brzegową. Przeraziła nas ilość śmieci wędkarskich. Zrozumieliśmy, że ci, którzy powinni dbać o jeziora, niszczą je. Z wody, z fragmentu o szerokości ok. 50 metrów, wyciągnęliśmy sześć wielkich worów śmieci. Były to żyłki, siatki, opakowania po zanętach, puszki po kukurydzy, po alkoholu. Koszmar! — podkreśla Paweł. — Następnie zaczęliśmy sami wędkować. Wcześniej nie miałem z tym niczego wspólnego. Może czasem za dzieciaka chodziłem z dziadkiem na ryby. Ale w Wiknie siłą rzeczy poznaliśmy lokalsów i dzięki niem wciągnęliśmy się w wędkarstwo. Ale my w ogóle korzystamy przecież z natury. Na wodzie jesteśmy niemalże codziennie. W sezonie na łódce, na desce… Zakochaliśmy się też w wędkarstwie. To nie jest dla nas może treść życia, ale bardzo nam w nim towarzyszy. I im bardziej zaczęliśmy wędkować, tym bardziej zaczęliśmy odkrywać problemy.

— Dlatego wpadliśmy na pomysł projektu satyryczno-edukacyjnego na ten temat. Zaczęliśmy tworzyliśmy komisowe memy. Czegoś takiego w Polsce jeszcze nie było! Jesteśmy pierwsi i wciąż jedyni. Nazwaliśmy to Fikoty, co w wędkarskim języku znaczy „małe rybki” — opowiada Agnieszka. — Rysunki mają mocny przekaż. O dziwo, zostały bardzo dobrze przyjęte przez społeczność wędkarską. Do tej pory, a działamy już dwa lata, nie spotkaliśmy z hejtem. Nie pojawił się ani jeden negatywny komentarz!

— Dlatego wpadliśmy na pomysł, że skoro te memy „tak gryzą”, to trzeba zrobić coś więcej, czyli coś, w czym jesteśmy najlepsi. Powstał komiks obyczajowy, w którym wędkarstwo przewija się przez życie głównych bohaterów — tłumaczy Paweł. — W fabule główną rolę odgrywa zwariowana rodzinka Fikocińsich, która wybiera się na swoją pierwszą w życiu zasiadkę karpiową. Może nie jest to do końca tradycyjna rodzina, ale na pewno każdy czytelnik będzie mógł się z nią utożsamić. Jest babcia Lusia, dziadek Lucek, nowocześni rodzice, młoda dziewczyna i „karki”. Pierwszy tom nazwaliśmy „Ten karpiowy”, nawiązując do tytułów serialu „Przyjaciele”.

Najpierw karp, potem szczupak

Komiks to jednak nie tylko wesoła historia, choć ona nie tylko bawi, ale pozwala też wyciągać wnioski. Dużo tu ekologii i konieczności dbania o środowisko naturalne podczas wędkowania, a także promowanie dobrych praktyk wędkarskich, tj. catch&release (złów i wypuść) i prawidłowego obchodzenie się z rybami. Na ostatnich stronach „Tego karpiowego” znajduje się praktyczny Poradnik Początkującego Karpiarza. Można tam znaleźć ciekawostki i fakty dotyczące łowienia karpi w Polsce.
Komiks jest publikacją bezpłatną. Można go otrzymać m.in. uczestnicząc w konkursach ogłaszanych w mediach społecznościowych projektu Fikoty lub wspierając projekt Fikoty na Patronite. Komiks wydany został przez Wydawnictwo Fikoty, które założyła rodzina Błońskich, przy współpracy z Centrum Edukacji i Rewitalizacji Jezior w Szczecinku.

Mają pomysł na kolejne części

— W każdym tomie chcemy poruszać różne dyscypliny wędkarstwa — zauważa Paweł. — Następny komiks będzie nosił tytuł „Ten szczupakowy”, w którym pokażemy mazurskie potwory. Chcemy, żeby wyszedł na majówkę, kiedy startuje sezon szczupakowy. Jeszcze kolejny będzie dotyczył wędkarstwa podlodowego. Ukaże się zimą. Kolejne tomy będą już płatne. Ale póki one się pojawią, zachęcamy do czytania „Tego karpiowego”. Dajcie się złapać na nasz humor.

ADA ROMANOWSKA




Żródło:
Link do artykułu

Więcej artykułów

REKLAMAspot_img

Popularne