Sandaczowy wertykal cz. 2 | Wiadomości Wędkarskie

Powiązane artykuły


Marek Gackowski: “Ten artykuł powinien Was przekonać, że panujące w Polsce
wertykalowe tabu nie ma uzasadnienia, a sam wertykal jest metodą łowienia sandaczy równie pasjonującą jak spinning.

O tym, jak ważna jest praca przynęty podczas łowienia drapieżników, wie każdy spinningista, jednak w przypadku bardziej na miejscu jest słowo „prezentacja”. Kluczowym warunkiem sukcesu jest spowodowanie, aby przynęta znalazła się w odpowiednim miejscu w okolicy ryby i w odpowiednim czasie. W Polsce u wielu osób panuje przekonanie, iż wertykal to zakazane, ciągłe machanie przynętą nad dnem cyklicznym ruchem „góra, dół” – aż ręka odpadnie. Nic bardziej mylnego!

PREZENTACJA PRZYNĘTY

Prezentację przynęty dzielę na dwa typy:

  1. podanie jej pod nos wypatrzonemu sandaczowi poprzez jej opuszczenie lub podniesienie;
  2. ciągła prezentacja nieruchomego wabika nad dnem.

W obu przypadkach nie ma mowy o „podnoszeniu i opuszczaniu przynęty w sposób ciągły” – takie ruchy mogą jedynie wystraszyć czujnego drapieżnika.

Latem, gdy ryby są bardzo aktywne, technika łowienia musi dorównywać ich aktywności. Nie ma tu miejsca na zimowe triki. Strzałem w dziesiątkę bywa wtedy agresywne opuszczenie przynęty i zatrzymanie jej tuż nad głową sandacza. Niekiedy warto tuż po opuszczeniu energicznie poderwać przynętę metr w górę co wywołuje natychmiastowy efekt w postaci potężnego brania. Należy jednak pamiętać, że nie wolno raz podniesionej przynęty opuścić choćby o centymetr, ponieważ wzbudzi to podejrzliwość sandacza i nici z brania. Lato to nie czas kuszenia, to czas ucieczki. Nic tak nie podkręca głodu sandacza jak szybko uciekająca przed nim mała rybka. Warto jednak pamiętać, aby tą ucieczkę przerywać i dać rybie szansę na atak. Reasumując – agresywne sandacze to agresywna praca zestawu!

Zimą zaczyna się robić ciekawiej. Zmienny temperament sandaczy połączony z zimną wodą to prawdziwe wyzwanie dla wędkarza. Kluczowe okazuje się dopasowanie techniki prowadzenia przynęty nie do danego dnia, lecz do zachowania konkretnej ryby. W tym okresie korzystam zawsze z metody stałego utrzymywania przynęty około metr nad dnem i przeczesywania każdego zakamarka danej miejscówki. Zabawa zaczyna się wtedy, gdy sandacz zaczyna podnosić się do przynęty. Jest to moment do ucieczki, jednak należy dopasować jej tempo do prędkości, z jaką porusza się ryba, a ogonem przynęty dosłownie grać jej na nosie. Jednak ucieczka przynęty nie może trwać w nieskończoność, więc należy robić pauzy i pozwalać rybie zrównać się z wabikiem. Jeżeli w momencie zastopowania przynęty nie nastąpi branie, to mamy dosłownie ułamek sekundy, aby ucieczkę kontynuować, bo nieruchoma przynęta i wpatrzony w nią sandacz to gwarantowana porażka. Bywa, że ucieczka ciągnie się od samego dna przez kolejne 8 metrów toni, a branie następuje dopiero przy ostatniej pauzie, tuż pod powierzchnią. Gdy mam do czynienia z bardziej wyczulonym osobnikiem, podczas pauzy wykonuję niezwykle subtelne ruchy szczytówką, aby wywołać delikatne falowanie ogona przynęty – ta technika może czasem zdziałać cuda! Gdy jednak sandacze są przyklejone do dna i ani myślą się podnosić, korzystam z pewnego triku, który wielokrotnie okazywał się skuteczny. Aby wywołać reakcję ryby, wystarczy … “

Marek Gackowski na stronie 36 WW 1/23 zaprasza na sandaczowy wertykal!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu:
Sandaczowy wertykal cz. 2. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku “zgłoś”.


Żródło:
Link do artykułu

Więcej artykułów

REKLAMAspot_img

Popularne