Polski Związek Wędkarski kontra Wody Polskie. Jak mała rybka wielki konflikt wywołała – Beskidzka24.pl

Powiązane artykuły


Rozgorzał ostry spór o przyszłość amatorskiego wędkarstwa. Z jednej strony stoi Polski Związek Wędkarski (PZW), największe stowarzyszenie w kraju zrzeszające około 600 tysięcy członków, z drugiej – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Jedna z bitew tej wojny toczy się na Podbeskidziu.

To co się dzieje zdezorientowało i podzieliło środowisko wędkarzy. W skład PZW wchodzą 42 okręgi, a jednym z nich jest Okręg PZW w Bielsku-Białej. W ramach struktur okręgowych funkcjonują koła wędkarskie skupiające wędkarzy. Aby wędkować rekreacyjnie w rzekach czy jeziorach (z wyłączeniem łowisk komercyjnych i prywatnych) trzeba zostać członkiem któregoś z kół. Oznacza to automatyczną przynależność do PZW. Sam połów umożliwia karta wędkarska – wydaje ją starosta, lecz egzaminy zdaje się w kole wędkarskim. Pozostaje opłacenie składki członkowskiej na rzecz PZW. Łowić można tylko na terenie obwodów rybackich dzierżawionych od Skarbu Państwa (w praktyce od Wód Polskich) przez rodzimy okręg PZW (niektóre koła mają też własne prywatne łowiska). Gdy ktoś chce się wybrać na ryby poza swój okręg (obwód rybacki dzierżawiony przez inny okręg) musi uiścić dodatkową opłatę na rzecz tamtego okręgu. To istotna informacja, bo członkowie bielskiego okręgu nie mogą przykładowo łowić ryb w przepływającej przez Bielsko-Białą rzece Białej, jeśli nie wniosą dodatkowej opłaty na rzecz okręgu w Katowicach (choć może się to wydawać dziwne, Biała jest wodą „należącą” do katowickiego okręgu). To samo dotyczy Olzy, a na górnej Wiśle obowiązują jeszcze inne zasady połowu – bo jest to łowisko komercyjne. Okręg bielski gospodaruje głównie na wodach dorzecza Soły i Skawy.

Nie uznajemy tej aneksji!

Za ich dzierżawę płaci rocznie na rzecz Wód Polskich około 50 tysięcy złotych. Poza tym jest zobowiązany do zarybiania dzierżawionych akwenów, zgodnie z tak zwanym operatem zarybieniowym. Wędkarze muszą wpuszczać do jezior i rzek odpowiednią ilość ryb. Jakie ryby, w jakiej ilości i gdzie mają trafić, ustalają specjaliści z Instytutu Rybołówstwa Śródlądowego. Zarówno same dzierżawy, jak i operaty zarybieniowe obowiązują zazwyczaj przez dziesięć lat, po czym PZW musi ponownie wystąpić o dzierżawę danej rzeki czy jeziora.
Wracając do okręgu bielskiego – perłą w jego koronie były od zawsze jeziora Międzybrodzkie i Żywieckie. To tam przyjeżdżało na ryby najwięcej wędkarzy, w tym sporo osób spoza okręgu, co przynosiło „bielszczanom” dodatkowe dochody. Tutejszy okręg gospodarował na obu akwenach „od zawsze” i – twierdzi jego prezes Wojciech Duraj – nigdy nie było uwag, co do prowadzonej gospodarki rybackiej. Okres obecnej dzierżawy miał upłynąć dopiero za sześć lat, ale stało się coś nieprzewidzianego.

– Umowy użytkowania obwodów rybackich zbiornika Tresna (Jezioro Żywieckie – przyp. red.) i zbiornika Porąbka (Jezioro Międzybrodzkie – przyp. red.) zostały rozwiązane z dotychczasowym użytkownikiem rybackim – Okręgiem PZW Bielsko-Biała. Rozwiązanie umów nastąpiło w kwietniu 2022. Odbiór oświadczenia o rozwiązaniu umów został 19 kwietnia potwierdzony przez bielski okręg PZW – czytamy w odpowiedzi na pytanie, jakie skierowaliśmy do Wód Polskich.
– Nie uznajemy tej aneksji – oburza się Wojciech Duraj. Działania Wód Polskich uważa za bezprawne. – Nic nie uzasadnia rozwiązania umowy w trakcie jej obowiązywania. Nie zgadzamy się z jednostronną decyzją Wód Polskich odbierającą nam te łowiska. Nie zrzekliśmy się naszego prawa do dalszej dzierżawy obu zbiorników.
Dodaje, że przedstawiciele PZW nie byli obecni na tak zwanym przekazaniu akwenów Wodom Polskim i protokół zdawczo-odbiorczy został podpisany tylko przez jedną stronę umowy. – Zdaniem naszych prawników umowa dzierżawy jest nadal obowiązująca – to my jesteśmy wciąż gospodarzem tej wody – tłumaczy Duraj, dodając, że aby tego dowieść Związek nie wyklucza podjęcia kroków prawnych.

Co stało za decyzją Wód Polskich? – 2 października 2021 roku, w trakcie obligatoryjnego zarybienia obwodu rybackiego rzeki Soły, użytkownik rybacki (Okręg Polskiego Związku Wędkarskiego w Bielsku-Białej) wprowadził do wód inwazyjny gatunek ryby w postaci czebaczka amurskiego – dowodzą urzędnicy Wód Polskich.
Rybka o długości od 7 do 11 cm z rodziny karpiowatych pojawiła się w Polsce na początku lat lat 90. i szybko się rozprzestrzenia, zagrażając rodzimym gatunkom. Nie wolno jej wprowadzać do wodnych ekosystemów, a gdy zostanie złowiona przez wędkarza, nie wolno jej ponownie wrzucić do wody. Wynika to z zapisów ustawy o gatunkach obcych, zakazującej wprowadzenia do środowiska i przemieszczania w nim niektórych gatunków ryb.

– To absurdalny zarzut. Nigdy nie dopuściliśmy się zarzucanych nam działań – mówi Wojciech Duraj. – Wszystko wzięło się stąd, że ktoś wrzucił do internetu filmik, na którym widać bodajże trzy martwe czebaczki amurskie przy brzegu jeziora. Nie ma żadnego dowodu, że trafiły tam podczas zarybiania zbiornika. Ich obecność świadczy jedynie o tym, że żyją już w tym jeziorze, lecz mogły się tam dostać na wiele sposobów, tak jak to ma miejsce w przypadku innych zbiorników na terenie Polski – tłumaczy.

Chodzi o coś innego

W opinii Wojciecha Duraja (i nie tylko, bo podobnego zdania jest wielu innych członków PZW) w całej tej historii chodzi o coś całkiem innego – przejęcie dzierżawionych przez PZW zbiorników.
– Zamieszanie wokół jezior sprawiło, że ponad 1000 naszych członków, tych, którzy preferują połowy na jeziorach, zamiast opłacić w tym roku składki na rzecz PZW, zapłaciło za możliwość łowienia ryb w jeziorach Żywieckim i Międzybrodzkim Wodom Polskim – mówi prezes Duraj. Bo one także pobierają opłatę za możliwość wędkowania na akwenach, którymi bezpośrednio administrują, bez „pośrednictwa” PZW. Wojciech Duraj nie ukrywa, że taka sytuacja może doprowadzić do znacznego uszczuplenia dochodów bielskiego okręgu i nie będzie pieniędzy na zarybienia (pochodzą ze składek). A wtedy Wody Polskie będą miały podstawę do rozwiązania umów, bo PZW nie będzie w stanie wywiązać się z operatów zarybieniowych, do przestrzegania których jest zobligowany umową.

Wielu wędkarzy na całe to zamieszanie patrzy obojętnie. Są i tacy, którzy wręcz kibicują poczynaniom Wód Polskich, widząc w tym szansę na przełamania monopolu PZW. Oferta Wód Polskich – choćby pod względem finansowym – wydaje się bardzo kusząca. Aby łowić na wodach dzierżawionych przez bielski okręg PZW (w tym obu jeziorach) zrzeszony w nim wędkarz musiał zapłacić rocznie mniej więcej 300 złotych składki członkowskiej. W przypadku opłaty za możliwość łowienia tylko na jeziorach Międzybrodzkim i Żywieckim uiszczanej na rzecz Wód Polskich, chodzi o kwotę 200 złotych na rok. Jeśli do tych 200 zł dołoży się jeszcze 50 zł, to można wędkować na wszystkich akwenach administrowanych przez Wody Polskie. Takich łowisk jest na terenie kraju 67, a ich liczba rośnie. W ramach programu „Nasze Łowiska” Wody Polskie systematycznie przejmują kolejne akweny. Są nawet plany, aby całkowicie zrezygnować z obowiązku posiadania przez wędkujące osoby karty wędkarskiej.

– Dzisiaj młody człowiek ma bardzo mało czasu na wędkowanie, często wraca do domu rodzinnego, gdzie ma jakąś rzeczkę albo zbiornik, chciałby spędzić parę dni na wędkowaniu. Okazuje się jednak, że wymaga to zdania jakichś egzaminów, podczas gdy tak naprawdę dostęp do tej wiedzy jest powszechny. Wystarczy poszukać w internecie i w szybki sposób zdobędziemy wiedzę o wszystkich wymogach dotyczących wędkowania, okresów czy wymiarów ochronnych. To nie są skomplikowane przepisy – uzasadniał w jednym z wywiadów Janusz Wrona, dyrektor Departamentu Rybactwa w PGW Wody Polskie.

Wędkarze mają jednak wątpliwości. – Podpisałbym się pod tym, co proponują Wody Polskie obiema rekami, lecz pod warunkiem, że pójdzie za tym racjonalna polityka zarybieniowa i dbałość o stan łowisk – mówi Kronice wędkarz z ponad 30-letnim stażem. – PZW ma wieloletnie doświadczenie w tym zakresie, a Wody Polskie?

– To jak gospodarują widać chociażby na przykładzie zbiornika Świnna Poręba. Akwen ten nigdy nie był dzierżawiony przez PZW. Od jego powstania administrują nim Wody Polskie (wcześniej Zarząd Gospodarki Wodnej) i co tam mamy? Sama drobnica, w tym głównie sumiki karłowate – mówi Wojciech Duraj.

Wielu wędkarzy jest teraz skołowanych co do zasad łowienia na jeziorach Żywieckim i Międzybrodzkim. Z wyjaśnień Wód Polskich wynika, że prawo do tego mają zarówno wędkarze, którzy wykupili w Wodach stosowne zezwolenia, jak i ci, którzy takowe zezwolenia wykupili w PZW, pod warunkiem jednak, że dokonali ich bezpłatnej wymiany na nowe. – Wydawane przez aktualnie uprawnionego do tego Dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie PGW Wody Polskie – doprecyzowują urzędnicy Wód Polskich.
Z kolei prezes Duraj tłumaczy, że obecnie społeczna, jak i państwowa straż rybacka, które kontrolują wędkarzy, honorują zarówno uprawnienia wydane przez PZW, jak i Wody Polskie. Wędkarze twierdzą jednak, że społeczna straż rybacka (działa przy PZW) honoruje oba zezwolenia, ale państwowa tyko te wydane przez Wody Polskie. Co prawda na razie podobno nikogo nie karze, a jedynie instruuje, ale od nowego roku mają już sypać się mandaty. Nie ma się więc co dziwić, że tylu wędkarzy „odeszło” z dnia na dzień z PZW. Tymczasem program „Nasze Łowiska” dopiero się rozkręca. Jeszcze na początku tego roku w jego ramach na terenie kraju funkcjonowało tylko 27 łowisk.


Żródło:
Link do artykułu

Więcej artykułów

REKLAMAspot_img

Popularne