Odkrywam sandacze na nowo | Wiadomości Wędkarskie

Powiązane artykuły


Tomasz Krysiak: “Sandacz może brać na milion sposobów i bardzo często największą trudnością jest zauważyć branie i zdążyć z zacięciem. Kilka słów o magii łowienia sandaczy w jeziorach.

Wszyscy wiemy, że sandacz to ryba sprytna, często trudna do oszukania, wymagająca od wędkarza techniki, koncentracji i świetnego refleksu.  Dla przeciętnego wędkarza branie sandacza jest nie lada wyzwaniem. I tutaj powstaje maleńki problem: osławione „pstryknięcie”, czyli wyraźny strzał, zacięcie i już go mamy… tyle, że nie zawsze.

Szybki jak sandacz

Amerykanie przestudiowali brania sandaczy. W ich przypadku chodziło o walleye – gatunek amerykańskiego sandacza, dość podobny do naszego rodzimego gatunku. I okazało się, że na zacięcie sandacza mamy zaledwie 0,4 sekundy! To nie jest długo… W tym czasie ryba pobiera przynętę, a czując, że to mistyfikacja, natychmiast ją wypluwa.

Łowię sandacze od lat – jest to moja ulubiona ryba do spinningowania. Nie jestem w stanie określić, ile tysięcy ryb przewinęło się przez pokład mojej łodzi, ale pewną rzeczą jest, że gdybym tylko czekał na pstryknięcie, to tych tysięcy byłoby znacznie mniej. Bezdyskusyjnie, ostro żerujący sandacz potrafi zdrowo łupnąć w kij, ale jak często trafia się dzień takiego żerowania? No właśnie, doświadczenie mówi, że stosunkowo rzadko. Na czym więc polega tajemnica powtarzalnego łowienia tych wspaniałych drapieżników? Jako przewodnik mam do czynienia z wędkarzami o przeróżnymi stopniu zaawansowania, szczególnie w kontekście łowienia sandaczy. Wszyscy wiedzą, że łowi się je z opadu, że wędka musi być szybka, a klasyczne przynęty to gumy albo koguty. Potem pozostaje „tylko” bacznie obserwować szczytówkę i czekać na pstryka. Niby tak, a jednak znów… niekoniecznie.

Na co patrzeć

Regularnie łowię sandacze na gumę. Od ponad dwudziestu lat, w różnych krajach i przeróżnych wodach, ale zawsze jedno się zgadza: te ryby są nieprzewidywalne. Dla mnie każdy sandacz jest swego rodzaju wyzwaniem – kto kogo przechytrzy lub który z nas będzie szybszy. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że sandacz może brać na milion sposobów i bardzo często największą trudnością jest zauważyć branie, a precyzyjniej: zidentyfikowanie sygnału, jaki przekazuje nasz sprzęt jako branie. Jeżeli warunki wiatrowe są optymalne, czyli nie wieje zbyt mocno, woda lekko się marszczy, to jest stosunkowo łatwo, bo wszystko widać jak na dłoni. Pytanie brzmi: na co patrzeć?

I tu przychodzimy do sedna mojego wywodu. Otóż olbrzymia większość wędkarzy …”

O tym jak łowić sandacze Tomasz Krysiak napisał dla Was na stronie 38 WW 12/22.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu:
Odkrywam sandacze na nowo. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku “zgłoś”.


Żródło:
Link do artykułu

Więcej artykułów

REKLAMAspot_img

Popularne